Dziany, tkany, dziergany, drukowany, pasiak, zgodowy, okazjonalny, fanclubowy, dzielnicowy… Szalik, najważniejszy atrybut kibica. W końcu określenie „szalikowiec” nie wzięło się z kosmosu ;-) Przez długie lata szale były jedynymi, wg. współczesnego nazewnictwa, gadżetami jakie można było sobie lajsnąć. Ba, nawet się nie kupowało tylko prosiło babcie żeby zadała temat na drutach. Im dłuższy tym większy kozak. W końcu pojawiły się pierwsze dziane szale, proste, raczej mało zbajerowane. Technika pozwalała na proste napisy i nie zawsze wierne odwzorowanie herbu. Ale były. W tym miejscu powinienem zamieścić informację kto pierwszy w Polsce zaczął sobie robić szale dziane ale nie jestem w stanie uzyskać takich informacji, z drugiej strony szkoda czasu na zbędną napinkę. Wracając do tematu, ówcześni producenci mogli jedynie pomarzyć o możliwościach jakie mamy w XXI wieku. Ale szale i tak cieszyły. Potem przyszedł ten przełomowy moment, kiedy w połowie lat 90-tych pojawiły się szale tkane. Ja pier*dolę co to był za szał. Każdy małolat chciał mieć. Widywałem zdjęcia naszego młyna na których w oczy mocno rzucały się  jedynie 3 wzory szali, tkanych szali ;-) Teraz tkany szal zamówić może każdy, w Polsce jest już kilku producentów którzy potrafią realizować zacne projekty. Wtedy nasze 3, przekozackie po dziś dzień, wzory zamówiono we Włoszech. Przyszedł też czas na tkane szale robione w Polsce, niestety ich jakość już nie była tak powalająca jak italiańskich, ktoś zamawiał u małych skośnych ludzików w Chińskiej Republice Ludowej, ale pierwowzoru nikt nie był w stanie doścignąć. Nie te maszyny ;-) Z czasem pojawiły się pasiaki, wzorowane na pierwszych szalach robionych na drutach. Dorzucono hafty, najczęściej haftowane herby, i pasiaki na nowo zagościły na polskich stadionach. Ostatnim krzykiem mody są szale tkane, tzw HD, maszyny są na tyle zaawansowane, że powazalają zrobić naprawdę dużą ilość detali, przy jednoczesnej wysokiej jakości wykonania. W międzyczasie kilka ekip w Polsce wypuściło szale drukowane. Bardzo popularne poza granicami Polski, przede wszystkim w krajach niemieckojęzycznych, również we Włoszech. Część ludzi uznała te szale, ten nowy trend, za objaw komercjalizacji trybun, przecież przyszło to do nas z zachodu, modern football pełną gębą. Coś w tym musi być bo drukowane poliestry nie są zbyt popularne. Na Kolejorzu pojawiły się dwa wzory, z czego jeden okazjonalny zrobiony na mecz z Legią w Warszawie.
Nie ma chyba w naszych szeregach kolekcjonera który posiadałby wszystkie szale Kolejorza. Równie trudno jak skompletować taką kolekcję, jest oszacować dokładną ilość szali jakie wyszły pod znakiem LP. Kolekcja którą ostatnio przeglądałem na necie, której część zostanie tutaj przedstawiona, liczy sobie 174 szale. Wiem co w tej kolekcji brakuje i pozwala mi to sądzić, że Lech doczekał się spokojnie powyżej dwustu szali, ile więcej trudno określić. W czasach kiedy frekwencja nie powalała, zainteresowanie było delikatnie mówiąc średnie, pojawiały się szale w małych nakładach, były nawet wzory które wyszły w ilości 4-5 sztuk bo takie minimum trzeba było zrobić na maszynie. Takie małe nakłady szybko znikały, trudno teraz trafić niektóre szale, a są i szale o których wiemy tylko z opowieści bo było ich tak mało że nie przetrwały w żadnych kolekcjach, może gdzieś leżą pokitrane po szafach, piwnicach, może spłonęły na wrogich stadionach ;-)
Żeby szalik spłonął na płocie trzeba go najpierw stracić, abstrahując od formy danej ekipy, to szalik zawsze był gadżetem który najłatwiej było „zgubić”. Przez lata poza obcą mordą polowało się również na szale bo te było łatwo zerwać z szyi swojej ofiary. Potem na płotach pojawiały się okazałe „dywany”, czyli wuchta szali zszyta razem w jednym jedynym celu, żeby je zjarać, puścić efektownie z dymem. Czasami by były bardziej okazałe szale się pruło na pół wzdłuż szycia i nagle dywan stawał się dwa razy dłuższy ;-) Takie zabawy to w dużej mierze domena miast derbowych, w obecnych czasach jest już o wiele trudniej zgubić szalik, wynika to po części ze specyfiki dzisiejszych wyjazdów, po części ze względu na modę. Przecież przekumatym szali nosić nie wypada ;-)
Poniżej mały przegląd Lechowych szali. Całość na stronie www.badi.nstrefa.pl. Kolekcjoner, autor strony, nie powinien się obrazić wykorzystanie zdjęć jego kolekcji.
Zaczynamy od prezekozackich oldschoolowych szali tkanych. Poniżej składak 3 naszych tkanych szali, wyprodukowanych w połowie lat 90-tych. Nie pamiętam ile kosztował mnie mój pierwszy tkany szal. Pamiętam że był to Forza Lech, kupiony na meczu z Legią pod koniec 95 roku. Pierwszy jaki miałem dziś nie jest już niebiesko-biały, jest bardziej niebiesko-szary, lata dumnego noszenia go na szyi pozostawiły na nim piętno mimo regularnych wizyt w pralce ;-) Szale te miały jeden mankament, łatwo się pruły, mimo obszycia krawędzi bardzo szybko wyłaziły nitki i robiły się pokaźne dziury. Kto umiał radził sobie z tym problemem obszywając je raz jeszcze. Kto nie umiał doczekał się dziur które potem były cerowane niczym stare skarpetki.
Szal Hools wyszedł w wersji zgodowej, podobny wzór miała Arka i Cracovia. Obecnie niewielu jest ludzi którzy mogą się poszczycić posiadaniem kolekcji wszystkich 3 szali. Co ciekawe, mimo iż szali Ultras i Lech Hools jest obecnie dużo mnie, nie są tak poszukiwane jak szal Forza Lech. Nie jestem w stanie wyjaśnić fenomenu tego szalika. A doczekał się on co najmniej dwóch reedycji, jednej tkanej  która zawierała jedną małą zmianę (made in China) i dzianej zrobionej w Polsce i trzeba przyznać niezbyt udanej. Stał się również bohaterem oprawy zaprezentowanej na Łazienkowskiej przy okazji zwycięstwa 1:0 w 2008 roku po bramce Przemka Pitrego:
http://legionisci.com/zdjecia/ns11_lech.jpg
Również szale Ultras i Lech Hools doczekały się reedycji. Szal Hools wyszedł w zmienionej wersji z hasłem Lech Fans. Reedycja szlika Ultras to prywatna inicjatywa grupki kibiców co powoduje że tego szalika nie ma w kolekcji chyba nikt poza samymi zainteresowanymi. Nie mam nawet zdjęcia tej wersji. Poniżej fotki reedycji szali Hools i Forza:
Oraz fotki tkanych szali z serii Hools, wykonanych dla Arki i Cracovii:
Mówi się, że chętni do zakupu wszystkich tych 3 szali musieliby się liczyć z wyłożeniem kwoty w granicach 1500 zł ;-) Taką cenę można oszacować na podstawie aukcji podpuchy jaka pojawiła się na Allegro, kiedy to cena tych szali poszła szybko do ponad 100o zł, po czym aukcja która została wystawiona dla zgrywy została usunięta. Widać właściciel nie chciał jednak się rozstawać ze swoimi szalikami.
Szale tkane pojawiały się od czasu do czasu w sprzedaży, jednak żadne nie były już tak udane jak przedstawione powyżej. Do czasu ;-) Pewna firma produkująca szale zainwestowała większe pieniądze w dobrą maszynę na której robi się tzw. szale tkane modern HD. Skrót HD doskonale określa możliwości tej maszyny i różnicę jaka jest między tymi szalikami a wcześniejszymi szalami tkanymi. Szale te mają swoich zwolenników jak i przeciwników, tych drugich trudno przekonać do nowej technologii, dla których niedoścignionym wzorem są szale tkane z połowy lat 90-tych.
Poniżej próbka możliwości maszyny, szal Kolejorz, wykonany w HD:
I wygląda detali, tym razem z szalika który jest repliką naszej najlepszej fany Kolejorz:
Dla porównania detale z tkanego szalika z lat 90-tych:
Czas na kolejne rarytasy ;-) Trudno mi określić z jakiego roku może być ten szal ale musiał być wtedy kozak ;-) Niestety nie znalazłem nigdzie fotek oldschoolowych pasiaków robionych czasami na 3 metry długości.
Za czasów kiedy machanie sprzętem nie było jeszcze uznawane za niehonorowe, powstawały takie oto kwiatki. Rarytas jakich mało. Nikt nie wie kto te szaliki zrobił, nikt nie wie jaki był ich nakład, mało tego, nikt nie jest w stanie określić roku w jakim wyszły (jeżeli ktoś posiada taką wiedzę, proszę o maila). Oto ten rarytas:
Małą ale ciekawą grupę szali stanowią szale anty. W Poznaniu raczej nie robiło się ich w dużych ilościach. Dlatego równie trudno wejść w ich posiadanie. Tylko jeden wzór (Jeden jest mistrz…) wyszedł w większej ilości ale to był szal okazjonalny robiony na wyjazd do Warszafki. Foto poniżej, plus jeszcze 2 szale anty których fotki są w necie. Brakuje tu szalika „CWKS ku*wa”, który również wyszedł w ilości kilkudziesięciu albo i mniej sztuk.
Cała wuchta szalików Lecha to szale zgodowe. Robione zarówno zwykłe dziane, tkane jak i pasiaki. Pośród tych szali można znaleźć bardziej udane (tkana triada Hools) jak i mnie udane których jest zdecydowana większość ;-) Takie szaliki często robiły osoby przypadkowe i potem trafiały się takie perełki jak ta:
Trudno ten szal nazwać zgodowym ;-) Jak widać szal datowany jest na sezon 96/97, czyli już jakiś czas po awansie Amiki do I ligi. Przed inwestycją Amiki w Lecha prawie nikt o tym szalu nie pamiętał, jeszcze mnie osób miało go w swojej kolekcji. Teraz jest absolutną perełką. Reszta szali zgodowych do obejrzenia na stronie.
Kolekcjonerzy mogą się jeszcze pochwalić szalami tzw. meczowymi czy też okolicznościowymi. Kiedyś był jeden, szal na 80-lecie klubu, zrobiony w fajnym stylu. Do takich szali zaliczyć można jeszcze szal wydany na inaugurację sztucznego oświetlenia na meczu Polonia Warszawa – Lech Poznań z hasłem Światła miasta. Teraz co mecz pucharowy mamy jakieś kwiatki, zaczęło się w sezonie 08/09, od szalika przy okazji meczu z Chazarem Lankaran. Trudno doszukiwać się tutaj chęci dbania o kolekcjonerów, raczej zwykły skok na kasę. Przecież każdy janek chciałby się pochwalić pamiątką z meczu pucharowego. Ciekawe czy podobnym zainteresowaniem cieszyłyby się szale łączone z Odrą „Nigdy nie spadnie” Wodzisław ;-)

Tym miłym akcentem kończymy wątek szalikowy. Jeszcze raz zapraszam na stronkę www.badi.nstrefa.pl, jest co oglądać, przecież to kawał historii naszego klubu.

Pozdrawiam
A.

ps. mamy kolejną perełkę, aż wstyd się przyznać ale zupełnie zapomniałem o tym szaliku ;-) no przecież jak można było o takim arcydziele zapomnieć:
kolejne post scriptum, w postaci pierwszego szalika poliestrowego: