Na pięknym niegdyś stadionie na Dębcy Lech rozegrał w sumie 772 oficjalne gry. Zaczynając od zwycięstwa (jako KPW) 4:0 nad Wartą w 1934 roku, kończąc na porażce 0:1 ze Stomilem Olsztyn w roku 1996. Na 772 spotkania w latach 1934-1980 złożyło się: 128 gier w A-klasie, 26 w III lidze, 190 w II lidze i w końcu 428 w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Ostatni mecz wypadł wyjątkowo słabo. Po awanturach na meczu z Legią, stadion Lecha zamknięto i wyszło na to, że Lech musi poszukać innego stadionu. Padło na wykorzystywany przez rezerwy Lecha stadion na Dębcu. Później okazało się, że był to ostatni mecz Lecha na tym historycznym obiekcie.
Poniżej treść artukułu poprzedzającego ostatni mecz Kolejorza na Dębcu. Już po wydarzeniach z meczu z Legią:

Najbliższe spotkanie ligowe piłkarze Lecha Poznań rozegrają w niedzielę, 17 listopada, o godz. 11 na Dębcu. Ich rywalem przy pustych trybunach będzie Stomil Olsztyn. Na dębieckim stadionie na co dzień występuje trzecioligowa drużyna rezerw Lecha. Działacze Lecha nie poprosili swoich odpowiedników w Stomilu o zmianę gospodarza meczu, ponieważ uznali, że sesja wyjazdowa nie służych ich drużynie (lechici przegrali ostatnie pięć spotkań).
Do obniżenia wyników sportowych w jakimś stopniu przyczynili się chuligani. To przeba sobie jasno powiedzieć, by prawdziwi kibice nie mieli złudzeń, ile wszyscy tracimy przez zachowanie nieodpowiedzialnych osób. Oczywiście nie można jednocześnie stwierdzić, że u siebie na pewno wygralibyśmy z Zagłębiem Lubin. Decyzję o rozegraniu meczu na Dębcu podjęliśmy nie na wniosek trenera, tylko kierując się zdrowym rozsądkiem – mówił wczoraj dyrektor Lecha, Andrzej Menke.
Stadion na Dębcu niedługo już więc ożyje (przynajmniej jego murawa), a na stadionie przy Bułgarskiej wciąż ciąży zakaz, wydany przez wojewodę poznańskiego, rozgrywania jakichkolwiek spotkań do końca czerwca przyszłego roku. Na temat jego przyszłości nie wypowiedział się jeszcze PZPN. Jutro zbierze się Wydział Dyscyplin i niewykluczone, że postanowi tak samo jak w przypadku stadionu Śląska Wrocław, czyli zamknie go dla publiczności do końca roku. W Poznaniu gościła delegacka Wydziału, wysoko oceniając zabezpieczenie obiektu.
Niechcący staliśmy się ekspertami od ekscesów na stadionach piłkarskich. Czy ten na Dębcu jest przygotowany do organizacji meczów? Z udziałem kibiców z pewnością nie. To stadion z innych czasów, kiedy kibicowanie nie przybierało wynaturzonych form. Jest na nim jednak dobra płyta. Myślę, że nie powstydziłyby się jej inne pierwszoligowe kluby. Zaplecze nie spełnia norm europejskich, ale na spotkanie ze Stomilem postaramy się coś odnowić. Nie ma też najlepszego położenia. Jeżeli będą nawet chętni do wtargnięcia na stadion siłą, myślę żę sobie z nimi poradzimy – dodał dyrektor Menke

Po meczu również nie było ciekawie, niestety źródło artykułu podobnie jak w pierwszym przypadku nieznane:

Bardziej niż smutne pożeganie jesieni w Poznaniu. Lech przegrał szósty z kolei mecz! Nie pomogły przymusowe przenosijny na dębiecki stadion po 16 latach, jako że oficjalnie spotkanie odbyło się bez udziału publiczności. I tak, nie licząc piłkarzy, trenerów, kirowników drużyn i sędziów weszło około 130 osób.
Tylko początek meczu nie wskazywał na to, że Lech przedłuży swoją fatalną passę. W 4 min Artur Wichniarek znalazł się w bardzo dobrej sytuacji podbramkowej, ale fatalnie przestrzelił. W minutę później okazję do pokonania Kazimierza Sidorczuka zmarnowwał Adam Majewksi. W 6 min do dobrego dośrodkowania Wichniarka nie zdążyli Piotrowie Prabucki i Reiss.
W 14 min znowu Wichniarek który jako jedyny próbował poważniej zagrozić Sidorczukowi, strzelił w dogodnej sytuacji celnie, ale zbyt lekko, w sposób łatwy do obrony. Najlepszą okazję do pokonania bramkarza Stomilu, a niegdyś Lecha, zmarnował jednak w 19 min Prabucki. Po podnaniu Wichniarka z kilku metrów trafił wprost w nogi Sidorczuka.
Stare porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuacje mszczą się. Tak się też stało w 22 min. Jacek Chańko z lewej strony przy bocznej linii na wysokości pola karnego lechitów wykonał rzut wolny. Wysokiego Pawła Gadziały nikt nie pilnował. Do dokładnego dośrodkowania Chańki nie zdążył także wyjść Arkadiusz Onyszko i stało się.
Bramka nie obudziła stanowczo zbyt statycznie i wolno grającego Lecha. Natomiast podbudowała zespół gości. Stomil grał prosto, ale zdecydowanie i skuteczniej od miejscowych. Lech przed przerwą stworzył jeszcze sytuację, które spokojnie mogły doprowadzić do remisu. W 31 min dobrze i celnie strzelił Krzysztof Piskuła, ale Sidorczuk wybił piłkę poza boisko. Dwie okazje zmarnował później młody Tomasz Bekas. W 36 min z bliska niecelnie główkował, a w 41 min nie wykorzystał dobrego podania Piskuły.
Druga połowa wręcz nudna. Poza często wykonywanymi rzutami rożnymi przez obydwie drużyny prawie nic interesującego się nie działo. Stomil, przy miernej grze Lecha, szczególnie drugiej linii i obrony, spokojnie mógł wygrać wyżej. W 49 min świetnie strzelił z 10 metrów Jacek Płuciennik, ale Onyszko znakomicie interweniował wybijając piłkę na róg. Kwadrans przed końcem, w zderzeniu Wichniarka z Sebastianem Nowakiem bardziej ucierpiał obrońca gości, który musiał opuścić boisko.

Lech Poznań – Stomil Olsztyn
0:1 (0:1), Gadziała 22 min
widzów: 130
LECH: Onyszko – Kryger, Bosacki, Augustyniak – Majewski (68 Ostrowski), Piskuła (78 Drajer), Drame, T. Bekas, Wichniarek – Reiss, Prabucki
Trener: Ryszard Polak
STOMIL: Sidorczuk – Biedrzycki, Jaskulski, Nowak (78 Niekielski) – Gadziała, Czereszewski, Kaczmarczyk, Jankowski, Chańko (84 Siniczyn), Płuciennik, Klimek
Trener: Bogusław Oblewski
Żółte kartki: Bosacki, Gadziała

No i oczywiście jeszcze kilka fotek z tego smutnego meczu :-) Jak widać jakby tego wszystkiego było mało, Lech zagrał w przechu*owych strojach.

Zebrał i przygotował
Stary Kibol