Siarka jest jednym z tych klubów z którymi Lech nie spotykał się zbyt często. Jeszcze 1-2 lata temu każdy z nas marzył o tym by tam pojechać (trafiła się równie atrakcyjna Stal Stalowa Wola:). Opisywany poniżej wyjazd z bardzo dużym prawdopodobieństwem można określić mianem naszego debiutu w tym mieście. Lech spotykał się z Siarką w ciągu 3 sezonów w I lidze, nigdy w ligach niższych czy w pucharach.
Siarka Tarnobrzeg – Lech Poznań
26.09.92
Wyjazdy do Bydgoszczy, Wrocławia czy Szczecina zawsze były kolorowe, ale tam bywała większość.
Opiszę teraz wyjazd do Tarnobrzegu jesienią sezonu 92/93 wygranego 1:0 po bramce Podbrożnego. Jak już wiecie jestem związany z Wrześnią mój wyjazd rozpoczął się w piątek. Pociąg osobowy do Poznania a tam przesiadka do autobusu – te lata to okres autokarowców. W zasadzie z podróży do Tarnobrzegu niewiele pamiętam a może raczej nic ciekawego się nie działo poza tym, że byliśmy dumni z tego, że my to Polska „A” a tam to już wiecie, co i rzeczywiście było widać. Po drodze w Sandomierzu widzieliśmy kilku naszych smakujących lokalne wina i tak dojechaliśmy do celu. Zostaliśmy zatrzymani przez policyjnego malucha (tak pierwszy raz coś takiego widziałem) i sierżant zapytał nas: jechaliście tak długo na pewno jesteście głodni? Wrócił za kilka minut i zaprosił nas do restauracji przedtem wyrzucając z niej wszystkich. Jedzenie było pierwsza klasa a ceny jakby niższe niż u nas. Po godzince biesiady wyszliśmy na zewnątrz a tam ten sam sierżant powiedział, że teraz trafimy sami na stadion, bo to blisko no i poszliśmy z buta. Szliśmy dumni a wszyscy ustępowali nam z miejsca. Niespodzianka bilety tanie jak barszcz.
Stadionik bo tylko tak można o nim powiedzieć miał na prostych tylko po kilka rzędów i na końcu jednego z nich zasiedliśmy. Przy wywieszaniu flag ochrona kazała nam je wywiesić do środka, bo tutaj jest straszna jazda i zrywają fany. A teraz najlepsze kocioł Siarki był chyba naszej wielkości 70-80 osób a wśród nich siedziały pały i mówili, co mogą śpiewać o żadnych bluzgach nie wspomnę. W przerwie meczu chodziliśmy prawie po całym stadionie z wyjątkiem tej drugiej prostej, ponieważ była obstawiona. Ok. 70-tej minuty Podbrożny wtedy w swoim stylu strzela z 16-tki i po słupku piłka wpadła do siatki. Szał radości i do domu.
Ale podróż dopiero się zaczęła. Autokar już przed Kielcami zaczął warczeć, zgrzytać i dymić. Zajechaliśmy gdzieś do warsztatu a tam nam powiedziano, że za kilka godzin może pojedziemy. Zostawiliśmy wszystko w autobusie (to był straszny błąd) i poszliśmy na dworzec a tam trochę śpiewów i nuda. Po 4 godzinach kierowca do nas zdzwonił, że już jechał, ale następna awaria. Konsternacja najbliższy pociąg był do Katowic no to jazda oczywiście bez biletów po drodze była zmiana czasu, więc jedna godzinka dłużej gdzieś na stacji w polu i ta jędza sokistka jak darła ryja. Jakoś dojechaliśmy do Katowic – przypomnę, że to już niedziela ranek – a tam wsiedliśmy w jakiś pośpiech do Poznania. Ale już w Tarnowskich G wyleciałem z pociągu oczywiście z braku pieniędzy i biletu (wszystko zostało w autokarze) i 3 kumpli wszyscy Wrześni. Resztki oszczędności pozwoliły nam po 4 godzinach jechać jakąś osobówką gdzieś okrężną drogą do Ostrowa Wlkp. Tam osobówka do Jarocina już na gapę a konduktor po opowiedzeniu naszej historyjki pokiwał głową i tylko powiedział mieliście pecha ten z pośpiecha to największy sk…… Potem jeszcze jazda do Wrześni i z buta do domu. Byłem o 20.00 a już miał być wykonany telefon na policję co się ze mną dzieje.
I tak skończyłem jak na razie najdłuższy wyjazd na Polski ligowy stadion.
Następny wyjazd do Lubina z powodu tej awarii był za darmo.
V-25-25

