Wyjeżdżąmy w 37 osób autokarem. Po drodze robiliśmy sobie liczne promocje (z jednego ze sklepów otwarcie wynosimy całą skrzynkę coli). W okolicy stadionu klepiemy paru tubylców. Kierowca autokaru widząc co się dzieje oddaje nam część kasy i zapowiada, że z powrotem nas nie weźmie. Przed stadionem porządkowi nie chcą nas wpuścić, wspominając coś o hołocie z Ostrowa. Dla nas żaden problem, przeskakujemy przez płot (ok 2,5 metra) i jesteśmy. Stajemy w swoim sektorze (?) i coś tam podśpiewujemy. Pięciu fanów od nas chcących wrócić do Ostrowa tak, aby zdążyć do pracy na nockę nie siada z nami, lecz kilkadziesiąt metrów dalej. Mecz obstawia początkowo dwóch psów jednak po naszym wjeździe wzywają posiłki z Sieradza. Zaczyna się mecz. Od początku drzemy gardła, lecz należałoby zapytać co to za doping? Okazuje się, że dla niektórych wspomaganie drużyny, to nieustanne bluzgi na przeciwnika. Tak nie powinno być! Druga sprawa, twarz powinna być zwrócona w kierunku boiska a nie młynu przeciwnika. Chodzi przecież o doping dla Ostrovii. Myślę, że wyżej wymienione uwagi weźmiecie sobie do serca i na następnych meczach będzie już lepiej. Nadchodzi dwuciesta minuta meczu, Ostrovia prowadzi już 1:0. Z tyłu sektora podchodzi do nas na odległość 10 metrów kilku szalikowców PIasta i rzucają dwa kamienie. Odwracamy się do nich i startujemy; to był nasz błąd. Tamci spierdalają, a w tym czasie dwóch ich kolesi siedzących w młynie, korzystając z naszej nieuwagi startuje do naszych flag. Zrywają „Headhunters” i uciekają. Kilku naszych dopada ich, wywiązuje się szarpanina. Flaga zostaje rozdarta, część odzyskujemy, ale tylko na chwilę, bo ostatecznie staje się ona łupem gospodarzy. W tym momencie wiadomo już że dojdzie do ostrego dymu. Już w trakcie tej szamotaniny do akcji włączają się zgredy, po nich następni. Ogółem rusza na nas jakieś pół setki chłopa (w większości są to dość konkretne typki) plus kilku szalikowców. Padają pierwsze ciosy. Widać, że tubylcy mają sporą przewagę i mogą nas zmasakrować. Do takiego samego wniosku doszło kilku fanów z Ostrowa. Widząc na co się zanosi najzwyczajniej w świecie palą wroty poza stadion i już ich nie zobaczyliśmy. Takie postępowanie jest naganne i w przyszłości taka sytuacja nie może się powtórzyć. W każdym razie na placu boju zostaje nas dwudziestu hools. Co było do przewidzenia dostajemy wpierdol, ale jak mogło być inaczej, skoro dochodzi do takich sytuacji, że jednego leżącego fanatyka Ostrovii kopało dziesięciu tubylców. Bitwa trwała 2-3 minuty i zakończyła się naszą porażką. Na konto strat musieliśmy wpisać oprócz flagi cztery szale. Poza tym czterech kolesi musiało udać się do szpitala, na szczęście żądnemu z nich nie stało się nis poważniejszego. Jeden z nich w trakcie awantury sponiewietał trochę psa. Co trzeba było podkreślić lanie dostaliśmy od zagryziaków a nie od szalikowców Piasta. Wkład tych ostatnic w awanturą był taki, że… pozbierali nasze szaliki leżące na ziemi (zgredy na ogół szali nie kroją), zrywać z szyi nie mieli odwagi. W przerwie meczu psy, których było już znacznie więcej, wywożą nas ze stadionu. Dowalają się do nas o ojebany sklep, lecz udaje się nam tą sprawę załatwić. Do Ostrowa wracamy baną. W Kaliszu o dziwo spokojnie, a przecież mając jakiś ukłąd z Piastem, w dobie „komórek” żydki powinni wiedzieć czym i kiedy wracamy. My jedziemy z obstawą więc już do Ostrowa jest spokojnie.

Opis pochodzi z zina „Hools of Ostrovia”, nr. 2, 1999.